sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 2

Wstałam wcześnie rano, dlatego że dręczyły mnie okropne koszmary.
Szłam ciemnym korytarzem. Było zimno. Przede mną były delikatnie uchylone drzwi z pokoju z którego wydobywało się przyćmione światło. Ale kiedy doszłam do tych drzwi, coś się wydarzyło – coś czego nie pamiętam – i coś przez co się obudziłam.
Odgarnęłam czarne, mokre kosmyki włosów z oczu. Wstałam i przeszłam przez pokój do łazienki.
Zimny prysznic dobrze mi zrobi, pomyślałam.
Faktycznie, od razu poczułam się lepiej. Zawinięta w szlafrok usiadłam na brzegu łóżka i sięgnęłam po telefon. Napisałam do Alexa: Śpisz? – brzmiał mój sms’s. Chwilę po wysłaniu sms’a ktoś cichutko zapukał do drzwi. Nie odpowiedziałam, nie chciałam się zdradzić, że już nie śpię.
- To ja Alex! – Szepnął.
Zerwałam się z łóżka i podbiegłam do drzwi, aby je odkluczyć i wpuścić do środka mojego przyjaciela.
- Czy coś się stało? – Zapytał zaniepokojony.
- Nie, dlaczego pytasz?
- Wysłałaś wiadomość na mój telefon. – Przypomniał mi.
- Mam nadzieję, że cię nie obudziłam. – Powoli zaczynałam mieć wyrzuty sumienia.
- Nie. Szczerze nie mogłem zasnąć, więc do tej pory nie spałem.
- Też nie mogłam spać…
- Przez koszmary?
Kiwnęłam głową.
- Nadal cię dręczą?
- Taaa… Ale nie jest źle, nawet…
- To dowiem się, dlaczego mnie ‘’obudziłaś”?
- Nie wiem. Czułam się samotna. Dzisiaj jest TEN DZIEŃ.
- Oj. – Uśmiechnął się delikatnie. – Ubierz się i pogadamy.
Podeszłam do fotela na którym wisiały moje rzeczy na drogę. Ubrałam się w białą bluzkę na krótki rękaw z czarnym napisem ‘’Black Queen”, jeansowe spodenki i do tego czarne vansy.
- Nie będzie ci przeszkadzało jak będę suszyć włosy? – Zapytałam.
- Nie. Tylko nie obudź Greace. – Doradził.
Wysuszyłam szybko moje kruczoczarne włosy. Przyznam, że suszenie moich włosów to bardzo pracochłonne zajęcie ponieważ są długie, ale dziś zadziwiająco szybko się z nimi uwinęłam. Alex usiadł na fotelu gdzie leżały moje rzeczy. Żal za serce mnie ścisnął, kiedy przypomniałam sobie że będę musiała zostawić Alexa i ciocię Greace tak bardzo uwielbiałam Londyn. A miałam się niebawem zamieszkać w miasteczku Richmond, w którym znajdowała się siedziba mojego nowego opiekuna.
- Będę za tobą tęsknić – wyksztusiłam – za tobą i Greace… Dobrze, że masz Kate – Kate to dziewczyna Alexa – przynajmniej ona ci przemówi do rozsądku.
Spochmurniał.
- Co jest?
- No bo… Zerwaliśmy z Kate.
To był dla mnie ogromny szok. Zawsze kiedy tu przyjeżdżałam Alex i Kate byli nierozłączni, dotyczy to okresu nawet zanim zaczęli chodzić do szkoły.
- No nie wierze! – wykrzyknęłam zdumiona – Co się stało?
- Powiedzmy, że wolała innego…
Widziałam, że nie chce ciągnąc tego tematu, więc nie zamierzałam wyciągać z niego jakichkolwiek informacji.
- No dobrze… Powiem tylko, że Kate nie wie co straciła. – Uśmiechnęłam się.
***
Godzinę przed moim odjazdem znieśliśmy z Alexem wszystko na dół żeby było łatwiej zabrać moje rzeczy. Nie było tego duże zaledwie dwie torby z rzeczami i trzy pudełka z moimi drobiazgami.
Starałam się przez cały ten czas ukryć smutek i łzy, więc płakałam po kątach w domu żeby nikt nie widział. Poszłam porozmawiać przed odjazdem z ciocią Grace, ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć.
- Alex, gdzie jest twoja mama?
Rozejrzał się dookoła.
- Tu jej nie ma w każdym razie, sprawdzałaś w innych pokojach? Może w kuchni?
- Już wszędzie byłam. Może jest za domem w ogrodzie na ławce…
- Tak może masz rację… Idź sprawdzić.
Zdziwiłam się dlaczego Alex tak szybko mnie odprawił, ale zatrzymałam się w korytarzu i podsłuchałam. I to co usłyszałam nie mogłam uwierzyć! Alex płakał! Chciałam iść i go pocieszyć, jak przystało na dobrą przyjaciółkę, ale wydałoby się, że podsłuchiwałam. Tak wiec ruszyłam do ogrodu. Miałam rację tutaj znajdowała się ciocia Greace.
- Ciociu! Wszędzie cię szukałam. – Krzyknęłam i podbiegłam do niej.
- Przepraszam. Chciałam trochę ochłonąć. Wiesz, Alex jest dzisiaj zadziwiająco nieznośny – zaśmiała się – ale to chyba przez ten twój wyjazd. Zdążył się do ciebie przywiązać, zawsze chciał mieć młodszą siostrę.
- Tak – zgodziłam się – ale to nie znaczy, że przestanę nią być. Może i nie jestem jego prawdziwą siostrą, ale to nie znaczy, że przez przeprowadzę ma coś się zmienić.
- Do niego najwyraźniej to nie dociera. Ale ochłonie… nie masz się o co martwić. – Zamilkła. – Rose? Kiedy już będziesz w Richmond, proszę, uważaj na siebie, dobrze? Dom jest ogromny…
- Spokojnie, ciociu. Nie zamierzam ruszać się dalej niż mój pokój. Wątpie żebym kogoś tam szybko poznała.
Naszych uszu dobiegło klakson samochodu.
- Witamy w piekle… - zamruczałam pod nosem.
- Och! Rosalie! Zachowuj się. – Skarciła mnie ciocia.
***

Przed domem stała długa czarna limuzyna. Od strony wysiadł pan Rockwok i otworzył tylnie drzwi, które znajdowały się za siedzeniem pasażera.
Wsiadła za nim młoda pani, około trzydziestu lat. Była ubrana w krótką do kolan różową sukienkę i białe na szpilce buty, cerę miała jasną, włosy złote upięte w wysokiego koka. Za nią wysiadł wysoki mężczyzna w białej koszuli i czarnych spodniach od garnituru, włosy miał czarne zaczesane gładko do tyłu – wyglądem przypominał młodego Jeamsa Bonda – uśmiechnął się na nasz widok.
Śmiało podeszli do cioci Greace i się przywitali, następnie do mnie.
- To jest Rosalie. – Przedstawiła mnie państwu. – Rosalie to twój wuj Darcy Simons a to jego… - przerwała.
- Moja żona Lilian Simons. – Dokończył.
- Bardzo miło nam jest cię poznać Rose. – powiedziała Lilian, głos miała bardzo delikatny i spokojny. Z miejsca ją polubiłam.
- Mi również miło was poznać. – Odpowiedziałam grzecznie.
- Jaka miła. – Cieszyła się Lilian.
- Tak mi przykro, że nie mogliśmy się wcześniej Rosalie spotkać… - mówił wuj.
- Rose… - poprawiłam oschle.
- Rose. – uśmiechnął się do mnie.
- Na pewno wuju miałeś ku temu jakieś powody. – Powiedziałam szorstko.
Ciocia widząc, że zaczynam się denerwować przerwała nam i powiedziała:
- Może się czegoś napijecie? Na pewno jesteście zmęczeni po podróży.
- Dziękujemy, ja poproszę kawę. – odpowiedział Darcy.
- A ja herbatę. – Powiedziała Lilian.
- A ty, aniołeczku? – Zwróciła się do mnie ciocia.
- Ja nic nie chcę.
Zaprowadziła nas do kuchni. I kazała gościom się rozgościć i usiąść przy stole. Widziałam, że cioci – tak samo jak mi - spodobała się Lilian. Dużo ze sobą rozmawiały. 
Wuj Darcy szepnął coś Lilian na ucho.
- Rose – powiedziała – możemy porozmawiać na osobności?
- Tak.
Wyszłyśmy przed dom, zaproponowałam żebyśmy poszły na ławkę do ogrodu, zgodziła się. Lilian była bardzo sympatyczna niż się spodziewałam.
- Chciałam, żebyśmy wyszły dlatego, że Darcy chciał porozmawiać z twoją ciocią. – zauważyłam moje zakłopotanie. – Żeby nie sprawiało ci kłopotu możesz się do mnie zwracać Lilian.
- Okej…
- Zobaczysz spodoba ci się w Richmond! Pokochasz to miejsce, jest cudowne i ma w sobie magię. Znajdziesz tam sobie szybko towarzystwo, zobaczysz. Mamy tam stadninę koni, dostaniesz którego będziesz chciała konia – klasnęła z zadowoleniem w dłonie, była taka zadowolona.
- Szczerze… nie umiem jeździć konno. – wyznałam.
- Nic nie szkodzi. Nasz stajenny nauczy cię jeździć. Polubisz konie.
- Nie chodzi o to, że nie lubię koni. Po prostu się ich boję.
- Jak można się bać takich miłych stworzonek? – zaśmiała się Lilian.
- Najwidoczniej się da…
- Twój wuj bardzo się cieszy, że z nami zamieszkasz. Widzę że ci się to nie podoba, ale Darcy tak bardzo chciał cię poznać i się tobą zaopiekować. Będziesz miała wszystko czego chcesz. Nasz dwór jest ogromny, dostaniesz pokój który ci się spodoba.
- Dziękuje…
- Może już wrócimy? – zapytała.
- Tak, czemu nie.
Ruszyłyśmy do domu.
W kuchni dołączył do mnie Alex, który porwał mnie od razu na górę. Chciał spędzić ze mną trochę czasu, który nam został. Poświęciliśmy ten czas no rozmowy i wspominanie śmiesznych sytuacji. Co z resztą poprawiło mi humor i zapomniałam o koszmarach sennych. Opowiedziałam mu również o rozmowie z Lilian. Stwierdził, że nie mam się czym przejmować w takim razie.
Mój piękny raj zakłóciła ciocia Greace, która zawołała mnie na dół, bo wuj Darcy i Lilian chcieli wyjechać zanim się ściemni. Mimo tego, że było dopiero po drugiej. Posłusznie zeszłam na dół – a ze mną oczywiście Alex – i pożegnałam się z ciocią i przyjacielem. Pan Rockwok przytrzymał mi drzwi od auta i zamknął je kiedy wsiadłam.
- Spodoba ci się Richmond. – powiedział wuj Darcy.
Już to słyszałam, pomyślałam.
- Nie wątpię.
I skończyła się nasza rozmowa. Państwo Simons zajęci rozmową zupełnie o mnie zapomnieli, co mi się spodobało. Włożyłam słuchawki i włączyłam muzykę w moim iPodzie.
I zasnęłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz